Rynek mieszkaniowy w Polsce wchodzi w bardzo ciekawy etap. Po kilku latach silnych zmian cen, wysokiej inflacji, drogiego kredytu i dużych wahań popytu coraz częściej pojawia się pytanie: co dalej z cenami mieszkań?
Odpowiedź nie jest prosta, bo przyszłość rynku mieszkaniowego nie zależy od jednego wskaźnika. Nie wystarczy spojrzeć wyłącznie na ceny ofertowe albo liczbę ogłoszeń. Trzeba zestawić ze sobą kilka zjawisk: wynagrodzenia, inflację, sytuację na rynku pracy, migrację zarobkową oraz dane o budownictwie mieszkaniowym.
W najnowszym filmie omawiam właśnie te elementy.
Czy ceny mieszkań w Polsce będą dalej rosły, czy rynek czeka ochłodzenie? Warto spojrzeć nie na emocje, ale na dane: inflację, wynagrodzenia, bezrobocie, migrację zarobkową i nowe budowy.
Z jednej strony widać, że inflacja jest znacznie niższa niż w okresie największego szoku cenowego, a wynagrodzenia nadal rosną. To poprawia sytuację części kupujących i może wspierać popyt na mieszkania. Ale z drugiej strony sama średnia pensja nie pokazuje całej prawdy. Bardzo ważna jest mediana wynagrodzeń, bo ona lepiej oddaje sytuację typowego pracownika.
Jeśli chcesz nie tylko czytać o rynku, ale też zdobyć praktyczne umiejętności – zobacz nasze kursy online. Wybrałem dla Ciebie 3 szkolenia, które szczególnie pomogą w pracy agenta i inwestora.
Kurs pośrednika nieruchomości online
Prawo w obrocie nieruchomościami
Skuteczna sprzedaż nieruchomości — rozmowy, wyłączność, prowizja i negocjacje
A typowego kupującego nadal ogranicza dostępność cenowa mieszkań.
Do tego dochodzi rynek pracy. Jeżeli bezrobocie rośnie, nawet umiarkowanie, część osób ostrożniej podejmuje decyzję o kredycie hipotecznym. Kupujący może mieć dochody, ale jeżeli boi się o stabilność pracy, niekoniecznie zdecyduje się na zobowiązanie na 25 czy 30 lat.
Ważny jest również rynek najmu. Liczba cudzoziemców pracujących w Polsce wzrosła, a osoby te muszą gdzieś mieszkać. Część z nich nie kupuje mieszkań, ale wynajmuje. Podobnie osoby pracujące na mniej stabilnych formach zatrudnienia mogą mieć dochody, ale trudniejszą drogę do kredytu. To oznacza, że popyt na najem w wielu lokalizacjach nadal może być podtrzymywany.
Na końcu warto spojrzeć na budownictwo mieszkaniowe. Dane pokazują dużą liczbę pozwoleń na budowę, ale pozwolenie to jeszcze nie mieszkanie. Nawet rozpoczęta budowa nie oznacza lokalu gotowego do odbioru. Szczególnie ważna jest różnica między liczbą pozwoleń a faktycznie rozpoczętymi budowami.
Jeżeli deweloperzy mają pozwolenia, ale nie rozpoczynają wszystkich inwestycji od razu, oznacza to ostrożność. Przygotowują projekty, ale czekają na potwierdzenie popytu.
Wniosek jest więc taki: nie widać prostego scenariusza ani wielkiego krachu, ani nowego powszechnego boomu. Bardziej prawdopodobny jest rynek selektywny.
Dobre mieszkania, w dobrych lokalizacjach i w rozsądnych cenach nadal będą znajdowały nabywców. Natomiast oferty przewartościowane, źle położone albo niedopasowane do możliwości kupujących mogą wymagać korekt cenowych i dłuższego czasu sprzedaży.
Dlatego w najbliższych miesiącach warto patrzeć nie tylko na same ceny mieszkań, ale także na dane, które te ceny mogą w przyszłości wspierać albo ograniczać: płace, inflację, bezrobocie, migrację oraz realną aktywność deweloperów.
vidIQ




